I spotykam sie z moim Misiem Jogim. Naprawde tak wyglada.
Ogolnie nie jest misterem podworka i jest za stary, ale…. jestem z nim szczesliwa. Nie musze stapac na palcach, moge byc z nim soba i wiem, ze jak mi cos odbije, to on mnie zlapie w swoje cieple ramiona i poczeka az mi przejdzie.
No, wychdzi na to, ze jest fajnie.
Nie wiem co prawda jak ja go przedstawie rodzinie, bo wszyscy na zawal umra, ze taki start dziad. Niby tylko 10 lat starszy ode mnie, ale przeciez ja jestem malutka dziewczynka.
Tak jak planowalam pojawily sie zmiany. Przede wszystkim postanowilam kupic meiszkanie - juz znalazla i juz kupuje. Ale bedzie wybudowane dopiero w 2014 - wiec jeszcze poczekam. Sama nie wiem czy chcialabym sie tam wprowadzic, bo chyba oznaczalo by to, ze jestem sama.
jesli chodzi o kandydata na meza to mam problem. Kandydatow jest dwoch i nie moge sie zdecydowac. Z jednym - Rysiem spotykam sie bez zobowiazan, wiedzac, ze on sie zakochal... powiedzialam mu, ze lubie z nim byc, ale nie jestem zakochana i nie jestesmy razem. Powiedzial, ze ok. Ale wczoraj widzial mnie z tym Drugim, o ktorym przeciez nie wiedzial.
Drugi - nie wiem. Jest ok, ale chyba z tym Pierwszym jest mi lepiej. Sama nie wiem. Ale drugiego jeszcze tak dobrze nie znam... bylo kilka randek.
Pierwszego znam od roku i jestesmy przyjaciolmi - takimi naprawde przyjaciolmi, to sie stalo jakos tak naturalnie.
Drugi to byla randka z internetu. Obie strony szukaja kandydata na meza/ zone. I on sie na meza bardzo nadaje. Ten pierwszy chyba mniej, ale moze ten pierwszy jest jednak bardziej jak ja.
Nie wiem co mam zorbic, a decyzje teraz musze podjac szybko, bo z Pierwszym spotykam sie dzisiaj i on chce o tym porozmawiac. Napisal mi wczoraj, ze stara sie nie byc zazdrosny, wie, ze nie jestesmy razem i on tez nie jest aniolem, ale to go bardzo boli.
Tak czy inaczej nie spalam cala noc. Nie chce nikogo ranic, a znowu to robie, bo nie moge sie zdecydowac. Chce mi sie plakac.
Chcialabym wiedzeic i miec 100% pewnosci, ale ja poprostu nie wiem....
od powrotu z urlopu mam takie poczuce, ze musze cos zmieniac w moim zyciu. Potrzeba mi jakiegos celu, czegos do czego bede dazyc.
Zmiany poprostu.
Moje zycie jest w tej chwili puste. Praca, sport, balowanie. Tydzien z tygodniem. Nie chce mi sie nawet sprzatac, bo za chwile bedzie znow burdel. Dzien za dniem, dzien za dniem. Moze powinnam sie cieszyc, bo to oznacza spokoj, ale jakos czegos mi barakuje.
Moze raczej kogos. Ale na pojawinie sie kogos mam maly wplyw, wiec chyba raczej czegos.
Tylko, ze zeby cos zmienic trzeba wiedziec co sie chce zmienic. Moze wyjechac.
Super urlop, udana wyprawa i duzo odpoczynku. Fajnie bylo :mdr:
i tak jak normalnie ciesze sie pod koniec urlopu, ze juz wracam, tak tym razem nie chcialam wracac. :) i odpoczelam i nabralam siely i bylo super. I odnalazlam ta Jenny, ktora mi sie gdzies schowala. Tak, ta Jenny wrocila. :)
Chociaz powrot do mojego pustego domu i pustego zycia i juz mniej mi sie podoba. Ja naprawde nie jestem stworzona do samotnosci. Tak poprostu jest….
Bede super zona tak ogolnie. Teraz duzo lepsza niz kiedykolwiek wczesniej. Bo bede wiedziec co mam doceniac. Jesli oczywiscie kiedykolwiek kolmukolwiek zaufam, bo z tym mam chyba jednak problem.
A na lotnisko przyszedl po mnie moj nowy przyjaciel: Ryszard Lwie Serce. (ciezko mi ostatnio wene tworcz odnalezc do nazewnictwa ;) Ale niech u bedzie Rysio. :D
Rysio sie zaoferowal zupelnie niespodziewanie i przyjechal po mnie na lotnisko. Bylo to bardzo, bardzo mile. Zamiast kwiatkow przyniosl mi pelna siatke jedzenia, bo po urlopie pewnei bede miec pusta lodowke. Fakt. ;)
Ale problem z Rysiem jest taki, ze jest ode mnie sporo starszy… Najpierw placze, ze ja jestem za stara, a teraz ze facet za stary. No, ale tak jest. No i Rysio teraz wpatrzony jest we mnie jak w obrazek. Niby mu nie zalezy, niby nic, jestesmy przyjaciolmi itd., ale przeciez widze jak na mnie patrzy…
A zeby bylo smieszniej pracujemy razem, ale tez czesto chodzimy razem na piwo po pracy itd. Mamy taka piwna ekipe, ktora juz sie zorientowala i juz sie podsmiewa, ale to mi malo przeszkadza akurat.
Chwilowo Rysio udal sie w gory na poszukiwania samego siebie. Wylaczyl komorke. A ja nie tesknie jakos specjalnie… w sumei szkoda. Moze to jesdnak ja jestem zbyt wybredna. Bo ja ogolnei Rysia lubie.
Jedna z moich najlepszych przyjaciolek wychodzi za maz. 2 tygodnie temu sie zareczyla, slub za rok mnej wiecej. Ja chyba mam byc swiadkowa.
to jest naprawde piekne. Ale jestem taka zazdrosna, ze nie macie pojecia…
Tak sobie mysle, musze to jakkos przezyc. W koncu teraz taki okres, ze wszystkie wychodza za maz, albo nawet maja dzieciaki. A ja jak zwykle sama…
Chiclalaby byc z kims kogo bede na tyle kochala, zeby rozwazac wyjscie za niego za maz.
Chcialabym przynajmniej miec kogo zaprosic na to wesele za rok. :)
A tymczasem w poniedzialek jade na urlop i chcialaby o wszystkim zapomniec, zresetowac pamiec i odnalezc te optymistyczna, pelna radosci Jenny, ktora wiem, ze gdzies tam jest….
Jest jakos lepiej. Nie wiem czemu, ale jest lepiej.
Gdzies wyciagam sie za uszy z tego wszystkiego. Zdalam sonie sprawe, ze nie ma naksa zakrecilam. Wiec przestalam sie spotykac z cala banda pajacow i dalam sobie troche oddechu. Sidze w domu, oglada tv, a jak musze byc smutna, to jestem.
Pozwolilam sobie na chwile odpoczynku i nie bieganie za wszystkim.
Co bedzie to bedzie… najwyzej bede sama.
Czytalam moje stare wpisy na ty blogu i zdalam sobie sprawe z 2 rzeczy:
1. Mialam kiedys duzo wiecej radosci w zyciu - za powaznie do tego wszystkiego teraz podchodze.
2. Kiedy bylam w Miskiem, z Globtroterem zawsze sie martwilam, ze to nei jest to, ze nie jestem wystaraczajaco szczesliwa i ze nigdy nie wyjde za maz. To tak jak teraz. ;) A teraz gloryfikuje tamten czas. Wiec pewnie za moment bede glorifikowac ten czas. Wiec pewnie jestem szczesiwa, ale musze sobie zdac z tego sprawe.
No a za 2 tygodnie urlop :)) i jest cieplo i fajne.
Szczerze mowiac, to chcialabym troche spokoju dla odmiany. Wiem dobrze, ze wszystko co sie dzieje jest tylko i wylacznie moja wina i wiana tego, ze mieszam.
Bo jak mam chwile spokoju to odrazu mam depresje, wiec wychodze z domu i...
Wiec to nie jest tak, ze swiat sie na mnie uwzial czy cos. To ja namieszalam a teraz mam za swoje.
Mysliciel jest u mnie w odwiedzinach. Zakochany bardziej niz byl.
Nie rozumeim tego. Ja w ogole niczego nie rozumiem. Najchetneij to bym sie rozplakala i uciekala.
Ja kompeltnie nic nie czuje... Czuje sie troche jakbym to wszystko obserwowala z za szkalanej szyby.
A najbardzeij mnie przeraza, ze znow kogos zranie, zmarnuje kolejna szanse przez glupote i na zawsze bede nieszczesliwa.
Czemu Ci wszyscy faceci chca byc ze mna w zwiazkach to ja nie wiem....
Chociaz zaraz, ten z ktorym ja chcialam byc w zwiazku mnei zostawil. Plakac sie chce.
A czemu zaden mnie nie rusza to ja tez nie wiem. Mysliciel stwierdzil, ze jakos moze sie przy mnie otworzyc bardziej niz przy kimkolwiek innym i ze nie rozumie czemu ja mialam wiecej niz jednego faceta, bo kto by mnie mogla zostawic i ze oni sie nie poznali, bo przeciez zasypiac ze mna i budzic sie to bylo by takie szczescie.
lol
To chyba najbardziej romantyczna rzecz jaka kiedykolwiek slyszalam...
I to nie jest typ sciemniacza, bo juz po latach doswiadczen takich to odrazu wyczuwam. To jest raczej typ romantyka. On to mowi powaznie i w to wierzy.
Rzucali mnie, bo jestem zla kobieta....
Zreszta w stosunku do Mysliciela tez jestem zla kobieta.
Chcialabym, zeby to tylko poprostu nie byl ten... ale przeciez wczesniej chcialam.
Kurcze, moze poprostu to jednak jest desperacja.
A ze smiesznych rzeczy. Moj Byly Misiek znalazl mnie na portalu randkowym. Zalozylam tam konto zaraz po zerwaniu z Globtroterem, zeby uwierzyc, ze moze jednak jeszcze kogos spotkam. Poszlam na 2 randki, a teraz tam nawet nie zagladam, bo mnie to nie kreci. A tu byly Misiek tez szuka... napisal nawet do mnie maila. co slychac, malo dzis sie nie przewrocilam przed komplem.
I to mnie oczywiscie tez rozwalilo.
A teraz zaczelam sie zastanawiac czy on w ogole wie do kogo pisal.
A moze to przeznaczenie - przypadek nasz spotkal, przypadek nas zniszczyl, moze teraz przepadek pomoze nam sie zejsc razem.
Przypadek, albo moja teoria gier liczbowych.
Ale oglnie to ja jestem jakas kompletnie niestabilna emocjonalnie - ile to juz lat! Nie powinnam o nich wszystkich pozapominac...? czemu nagle mam takiego stresa....
We wrzesniu jade na urlop. Wylacze komprke i nie bede sie odzywac do zadnych facetow. Nic nie bede robic. I jesli bede miec depresje po powrocie to trudno.
Za dwa dni przyjzdza do mnie na tydzien Mysliciel - totalnie zakochany. Ja juz nie, bo mi oczywiscie przeszlo. Boje sie troche, nie wiem co z tego bedzie…. bedzie tydzine - ma urlop
do tego jest jeszcze kilku kandydatow, ale jakos zaden mnie nie kreci i w kazdym cos znajde. Nie wiem o co mi chodzi. Chyba sie na tyle przestraszylam, ze teaz juz szukam ksiecia z bajki, zeby byc na 100% pewna, ale jak takiego faceta znajde, to na pewno tez sie przestrasze… a jesli on pokaze mi w jakis sposob, ze ja mu sie podobam to na pewno znajde w nim cos co mi sie nie bedzie podoablo, po to, zebym mogla uciec tak jak ostatnio to zawsze robie… bo ja glupia jestem.
Tylko nie wiem czy ja im nie daje szansy, czy poprostu to nie sa wlasciwi mezczyzni.
Nie rozumiem czemu to wszystko musi byc takie skaplikowane.
Na dodatek zaczelam sie zastanawiac czy nie spotkac sie z bylym Miskiem na drinka. Ile to juz lat..
Moja najlepsza kumpea stwierdzila, ze moze to i dobry pomysl, na zasadzie, ze juz jestem w takiej sytuacji, ze moze chociaz on bedzie mnie chcial.
I to mnie tak troche odrzucilo… nie chce byc z nikim z desperacji, tez nie z Miskiem, ktorego przeciez tak strasznie kochalam. Sama nie wiem, moze to o to chodzi, moze to byla milosc mjego zycia, ktora tak idiotycznie odpuscilam.
Chyab naprawde musze przestac uganiac sie za facetami i w ogole przestac robic cokolwiek…
Wczoraj sasiad zaprosil mnie na kieliszek wina. Na pocztku pomyslalam, ze jest fajny, w moim typie, ale nie wyglada na specjalnie inteligentnego.
Ale spedzilam z nim super wieczor. Naprawdde. Jest super chlopak. Absolutne zaprzeczenie tego co myslalam, a caly czas mocno w moim typie.
I co?
Dzis sie zorientowalam ile ma lat… jest ode nie 7 lat mlodszy. hahaha… pieknie
Za pozno, poropstu jest dla mnei za pozno.
Cale zycie podejmowalam zle decyzje, a teraz jest za pozno, poprostu za pozno na wszystko.
Czlowiek uczy sie na bledach. Ale ja chyba wszstko po kolei zrobilam zle. Tak sobie mysle: czemu ktos mi nie mogl powiedziec, ze podejmuje zle decyzje. Ale to jest zycie, tu nikt mi nie powie, jesli sama nie bede wiedziec. A teraz jest za pozno.
Chcialabym kiedys miec dla odmiany szczescie…. nawet przez chwile myslalam, ze to moze to. Pofruwalam sobie te 24h, a teraz musialam spasc z chmury...